BIP

Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider
Akademia Małych Pisarzy
Koniec Akademii Małych Pisarzy
Rozstrzygnięcie konkursu plastycznego
Szkolenie dla nauczycieli
Zapraszamy na szkolenie jak tworzyć bajkę
redaktor

redaktor

Email: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
środa, 26 październik 2011 08:07

Sukienka w Gazecie Wyborczej

W ostatni piątek - 22 pażdziernika 2011 na stronach Gazety Wyborczej ukazal się artykuła Anny Umięckiej pt. Gdabyś była kamieniem na temat jednego z naszych projektów - Teatru Błękitna Sukienka, który wkrótce pokaże pierwszy spektakl.

Autorem zdjęć jest Dominik Werner.

gazeta_wyborcza

Anna Umięcka

22.10.2011 aktualizacja: 2011-10-21 13:44

 teatrs_bs_2

Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

 

- Na co dzień staramy się nie wypaść z roli, mówić tylko mądre rzeczy. A tu: jak zamienić budyń w kochanka lub odwrotnie. Happyendy zostawiamy widzom "M. jak miłość" - opowiadają o swoim spektaklu aktorki amatorskiego Teatru Błękitna Sukienka z Wrzeszcza.

 

Nie było łatwo się tu dostać. Fasadę synagogi przy ulicy Partyzantów we Wrzeszczu przykrywa szczelnie ochronna płachta. Trwa remont elewacji. To trochę tak, jakby sam budynek chciał ukryć tajemnice spotykających się tu kobiet. Rita Jankowska, reżyser i dyrektor artystyczny Teatru Błękitna Sukienka, macha ręką spod materiału i wskazuje wejście. Prowadzi szybko po schodach na piętro. Wszędzie cicho, chłodno, tylko z sali prób dochodzą damskie głosy. Siadamy na krzesłach w kręgu. Za chwilę, na próbie, zabrzmią słowa: "Marysia jest rzeką. Życiodajną czerwoną rzeką. Marysia wstydzi się rzeki".

Marysia jest bohaterką tego spektaklu. Nie jest postacią określoną, jest symbolem, everymanem, a raczej "everywomanką" - każdą z nas. Rita na warszawskim Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego studiowała teologię, a na co dzień pracuje jako pedagog w gdańskim gimnazjum. Mówi, że teatr zwrócił jej wolność: - Zaprosiłam dziewczyny do przestrzeni, która jest moja od bardzo wielu lat. Zaczęły od zera i myślę, że się odnalazły. Fajnie jest coś robić razem.

Początek

W lutym na ulicach Wrzeszcza pojawił się błękitny plakat. Podpisana pod tekstem Rita Jankowska budziła uśpione pragnienia: "Dusza kobiety potrzebuje doświadczać, mierzyć się z czymś scalać i nazywać. Umiera, gdy nie znajduje inspiracji". Czarowała: "Wyobrażam sobie, że takie przyjdziecie: szczęśliwe, niezadowolone, bierne albo wściekłe. Wyobrażam też sobie, że przyjdziecie z głębokim pragnieniem mówienia o ważnych dla was sprawach językiem sztuki, językiem teatru". Kusiła: "Praca aktorki nad sobą to jedno z najskuteczniejszych narzędzi do przemiany siebie, ale także do zrozumienia innych".

Beata natknęła się na błękitny plakat wracając z pracy. Ma 45 lat i 24-letnią córkę. Jest szefową kancelarii prawnej. Przeczytała na nim, że zajęcia nie wymagają zdolności aktorskich, tylko systematycznego udziału i zaangażowania. Przyszła.

- W pewnym wieku kobiety zaczynają szukać siebie. Chcą spotykać się poza pracą, poza rodziną. Te tęsknoty Rita wyciągnęła z nas na zewnątrz - mówi Beata.

Marianka, psycholog, zdecydowała się spróbować, bo zatęskniła za kobietami: - Za byciem w grupie, która wspólnie szyje patchwork... dla przyszłych, może... pokoleń?

Śmieją się wszystkie, ale to bycie we wspólnocie, razem w działaniu, chęć doświadczenia kobiecego wsparcia pojawia się w rozmowie raz po raz. Justyna, inżynier, jest najmłodsza. Ma 37 lat i zaokrąglony brzuch wskazujący na wysoką ciążę. Obserwowała dzieci, które pracowały z Ritą: - Zobaczyłam, jak one odblokowały swój potencjał, i pozazdrościłam im. Pomyślałam, że też tego potrzebuję. Pewnych rzeczy nie wystarczy przemyśleć, przeanalizować na poziomie rozumu. Ważna jest praca z ciałem i wspólne działanie, jakieś osiągnięcia. Na pierwszych zajęciach w marcu 14 kobiet: nauczycielki, lingwistki, malarka, tłumaczka, psycholog, historyk, inżynier, szefowa kancelarii prawnej musiały odpowiadać na pytania: gdybyś była kamieniem, to jakim? Gdybyś był wodą, kolorem, zapachem, słowem, wierszem - to jakim? Wierszem - o czym? Dramowe zabawy nie sprawiały im trudności. Świetnie się bawiły. Problem pojawił się, gdy padło polecenie: powiedz coś głupiego.

- To była masakra - wspomina Beata. - Na co dzień staramy się nie wypaść z roli, mówić tylko mądre rzeczy. A tu: jak zamienić budyń w kochanka lub odwrotnie. Straszne. Nie do przejścia za pierwszym razem. Potem zaczęłyśmy się rozkręcać.

- Zabawy dramowe były konieczne, by się poznać, polubić, dobrze ze sobą poczuć i zaufać sobie, bo to podstawa pracy teatralnej - tłumaczy Rita.

Część zrezygnowała w trakcie prób, część przy podziale ról do spektaklu. Zostało ich dziewięć.

Spektakl

Rita włącza magnetofon. Skrzypcowa, śpiewna fraza powtarza się raz po raz. Marianka wygłasza kwestię, przekrzykując muzykę:

"Ja jestem zła matka z [ulicy] De Gaulle'a. Ta, co drze mordę na swoją śliczną Kiki. Kiki jest bezbronna i śpi z aniołami. Ale ja drę na nią mordę (...)".

Beata mówi:

"Ja jestem kobieta z Wajdeloty. Ta która stoi, bo nie ma perspektywy, bo nie ma wyboru. Bo nie może kupić kolorowej gazety, żeby jej podpowiedziała perspektywę (...)".

Prace nad spektaklem trwają od września. Scenariusz napisała Rita.

- Zaczęłyśmy improwizacje z założeniem, że one wyłonią tematy - wyjaśnia autorka. - Narzucałam je potem warsztatowo. Tak kształtował się tekst, podczas wspólnej pracy. Odnajdziemy w nim każdą z nich, odblask ich osobowości.

Sztuka nie ma głównej bohaterki. Podczas godzinnego spektaklu zobaczymy kilkanaście scenek, w których aktorki kreują wciąż inne role. Przedstawiają sytuacje, które mogły przydarzyć się każdej nas. I problemy, które dotykają każdej z nas. Każdej Marysi na świecie.

W tym teatrze nie ma też gwiazdy. Wszystkie są równe sobie. Nie rywalizują. - Chyba nam o tym właśnie powstał spektakl - zastanawia się Rita. - O rywalizacji kobiet. Gdzie nie pójdziemy, w pracy, na mieście - ujadamy, szczekamy na siebie. Marianka to właśnie powiedziała ostatnio: pomimo całego feminizmu nie jest dobrze. Wymyśliłyśmy sobie feminizm, a tak naprawdę nie przyjaźnimy się ze sobą. Dlatego idę do domu z wielką satysfakcją po tych warsztatach, bo wiem, że nam się udało.

Spektakl jest jeszcze o tym, że Marysie są samotne. Teraz mówią wszystkie naraz: - O samotności. O kieracie. O udawaniu, że nas pewne rzeczy nie dotyczą. Że jesteśmy takie mocne, lepsze. O klatkach stereotypów, które z trudem rozginamy.

Emocje

Na scenie cztery aktorki kołyszą w ramionach lalki. Odkładają je delikatnie na krzesła jak dziecko do łóżeczka. Każda twarz wyraża inną emocję: lęk, troskę, uwagę, czułość. Światło gaśnie.

- Emocje to trudna rzecz - mówi Bożena. Jej bohaterka jest czasem złą matką, czasem krzywdzoną córką tej matki. - Trzeba ostrożnie do nich podchodzić, żeby nie straciły autentyczności.

Bożena szukała miejsca dla siebie i znalazła dziewczyny. Na jednej z prób, podczas zajęć ze stresu nie udało się jej dokończyć sceny, bo wspomnienia trudnych sytuacji w życiu doprowadziły ją do łez: - Tu staramy się tak wyrażać emocje, by były prawdziwe - i krzyk, i szloch, i uśmiech.

- Szukamy autentyczności - wtrąca Monia, która uczy studentów malarstwa i rysunku. Wydawało jej się, że jest osobą bardzo otwartą: - Na warsztatach okazało się, że jestem na dystans. Zamykam się, a tu trzeba się otworzyć bardziej autentycznie niż w życiu.

Najpierw próbowały realizować zadania aktorskie według takich schematów, w których funkcjonują na zewnątrz: odpowiedzialne, pewne siebie, podejmujące decyzje matki, żony, pracownice, szefowe. A Rita krzyczała: - Nie! Masz się płaszczyć! Masz błagać!

- To było najtrudniejsze. Wejść w role, których unikamy w codzienności - uważa Beata.

Tu mogą wyrażać emocje, których nie wypada okazywać na zewnątrz.

- Za to kocham teatr - uśmiecha się Rita. - To jest bezpieczne miejsce, w którym mogę uruchomić wszelkie emocje, To wyzwalające. Człowiek ma poczucie mocy, sprawczości.

Reżyserka uważa, że poprawność społeczna odbiera nam prawo do wyrażania ekstremalnych uczuć. Mamy być zwykłe, poruszać w pewnych torach. Nie wolno nam zachowywać się tak, by kogoś wprawić w osłupienie: - Ale co, jeśli ja chcę kogoś wkurzyć, zdumieć?

Tu nie muszą na to uważać. Mogą być sobą we wszystkich odcieniach. Zyskały wolność, a nie udawanie, z czym zazwyczaj kojarzy się teatr.

- Odkryłam, że nie jestem wcale taka grzeczna, mogę być agresywna i mogę to pokazać. To daje dużą siłę - twierdzi Marianka. - To jest bardziej teatr czy terapia? - pytam. - Teatr! Oczywiście teatr! - krzyczą. - Ale jeśli rozumiemy terapię jako grupę wsparcia, one są dla mnie wsparciem - wtrąca Marianka.

Wszystkie się zgadzają, że zyskały poczucie solidarności, żadnej rywalizacji. Każda czuje się trybikiem w maszynie, którą razem uruchomiły, i to jest cudowne uczucie.

Faceci

Kobiecy teatr. Zaprzeczenie idei teatru antycznego, w którym role, również żeńskie, kreowali wyłącznie mężczyźni. Jeszcze jeden dowód na to, że zdobyłyśmy już wszystko do zdobycia. Ale czy niezależność, pigułka antykoncepcyjna, wolne związki nie odebrały nam czegoś?

- Stałyśmy się dla mężczyzn zastępowalne, tymczasowe. Związki są tylko na chwilę - podkreślają kobiety z Teatru Błękitna Sukienka.

- Do facetów nic nie mamy. Gdyby się nadawali do naszego scenariusza, byli chętni i zainteresowani, to z pewnością by tutaj byli - komentuje Bożena. - No, nie ukrywajmy, projekt był skierowany do kobiet. Co nie znaczy, że jesteśmy teatrem feministycznym, który chce dowalić mężczyznom - ripostuje Rita. - Dlaczego kobiety? - odpowiada na pytanie. - Bo są super. Jest w nich potencja, energia, w psychice mają zakodowane poszukiwanie. One chcą wyjść z domu, spotkać się i stworzyć wspólnotę. Jesteśmy na to dowodem. Gdy kobiety łączy idea, mogą "pomocować się" w jakimś obszarze, działać, to wchodzą na wyższy stopień wzajemnej relacji.

A co z facetami?

Rita: - Najważniejsze dla mnie słowa sztuki brzmią: "Marysiu, dlaczego jesteś przezroczysta? Nie możesz być przezroczysta. Jak my ich kochamy, jak my ich pragniemy! Jak chcemy, żeby na nas patrzyli! Żeby nas nie traktowali, jakbyśmy nie istniały".

Choć dziewczyny mówią o sobie, że są w szczęśliwych związkach, współczesne relacje damsko-męskie przynoszą im też rozczarowania. Chcą wykrzyczeć to na scenie. Obserwują słabych facetów, pogubionych w swoich rolach, obojętnych. Na ulicy, w sklepie, w pracy niezwracających na kobiety uwagi.

- Co to ma być?! Chcemy, żeby mężczyzna zauważył kobietę jako człowieka. Życie nie ma smaku, kiedy tak się traktujemy - Rita jest oburzona.

Premiera

Ambitne. Od września poświęcają sztuce dwa popołudnia w tygodniu, po cztery godziny. - Nie chcemy wyjść z jakimś gniotem - stanowczo stwierdza Rita. - Staramy się zrobić taki spektakl, żeby po kręgosłupie dreszcze poszły - dodaje Bożena.

Premiera odbędzie się pod koniec listopada w synagodze, w której próbują na co dzień. Są wdzięczne gdańskiej gminie żydowskiej, że życzliwie przyjęła je pod swój dach. Potem wystawią sztukę jeszcze dwa razy, m.in. w Dworku Artura, i koniec projektu. Spieszą się, by zdążyć przed narodzinami córki Justysi. Ale nie chcą się rozstawać i po nowym roku planują pracować dalej.

- Czy wasza sztuka ma happyend? - pytam.

- Happyendy zostawiamy widzom "M. jak miłość" - obrusza się Beata.

Wspólna praca na scenie zbliżyła je do siebie i spotykają się też po zajęciach. W sobotę, 1 października, prosto z kościoła, w którym odbywał się ślub Justyny, poszły na Marsz Puszczalskich (był to pierwszy w Polsce odpowiednik Slut Walk, demonstracja przeciw przemocy wobec kobiet). - Wygląd czy ubiór człowieka nie usprawiedliwia przemocy. Dotyczy to nie tylko zgwałconych kobiet - podkreślały organizatorki marszu.

Kobiety z Teatru Błękitna Sukienka stworzyły grupę, która ma do siebie zaufanie. Mówią: - Jesteśmy tu sobą. Grupa daje nam siłę. A siła powoduje, że stajemy się na zewnątrz bardziej otwarte, otwierają się różne przestrzenie. To idzie lawinowo u każdej z nas.

Zmieniły się.

- Myślę, że wszystko się zmieniło. Na pewno praca tu ma ogromne znaczenie i wpływ na nasze życie, ale to jeszcze nie powód, żeby robić jakąś rewolucję rodzinną - zastanawia się Justyna.

- Choć może niektóre ją zrobiły (śmiech) - patrzą na Justysię w ciąży.

- Pokonywanie przeszkód pomaga nam uwierzyć w siebie. Widzę te efekty. Jestem w codziennym życiu pewniejsza siebie, mam lepszy głos. Mówię przeponą i wszyscy mnie słuchają - kończy Justyna.

- To jest przepięknie metaforyczne - uśmiecha się Marianka.

*Teatr Błękitna Sukienka funkcjonuje pod patronatem Gdańskiej Fundacji Terapii i Rozwoju: www.gftr.pl

 


Więcej... http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,10512594,Gdybys_byla_kamieniem.html?as=3&startsz=x#ixzz1bhPqsBye

 

 

środa, 26 październik 2011 07:57

Sukienka w Gazecie Wyborczej

Gdybyś była kamieniem

gazeta_wyborcza

Anna Umięcka

22.10.2011 aktualizacja: 2011-10-21 13:44

 teatrs_bs_2

Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

 

- Na co dzień staramy się nie wypaść z roli, mówić tylko mądre rzeczy. A tu: jak zamienić budyń w kochanka lub odwrotnie. Happyendy zostawiamy widzom "M. jak miłość" - opowiadają o swoim spektaklu aktorki amatorskiego Teatru Błękitna Sukienka z Wrzeszcza.

 

Nie było łatwo się tu dostać. Fasadę synagogi przy ulicy Partyzantów we Wrzeszczu przykrywa szczelnie ochronna płachta. Trwa remont elewacji. To trochę tak, jakby sam budynek chciał ukryć tajemnice spotykających się tu kobiet. Rita Jankowska, reżyser i dyrektor artystyczny Teatru Błękitna Sukienka, macha ręką spod materiału i wskazuje wejście. Prowadzi szybko po schodach na piętro. Wszędzie cicho, chłodno, tylko z sali prób dochodzą damskie głosy. Siadamy na krzesłach w kręgu. Za chwilę, na próbie, zabrzmią słowa: "Marysia jest rzeką. Życiodajną czerwoną rzeką. Marysia wstydzi się rzeki".

Marysia jest bohaterką tego spektaklu. Nie jest postacią określoną, jest symbolem, everymanem, a raczej "everywomanką" - każdą z nas. Rita na warszawskim Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego studiowała teologię, a na co dzień pracuje jako pedagog w gdańskim gimnazjum. Mówi, że teatr zwrócił jej wolność: - Zaprosiłam dziewczyny do przestrzeni, która jest moja od bardzo wielu lat. Zaczęły od zera i myślę, że się odnalazły. Fajnie jest coś robić razem.

Początek

W lutym na ulicach Wrzeszcza pojawił się błękitny plakat. Podpisana pod tekstem Rita Jankowska budziła uśpione pragnienia: "Dusza kobiety potrzebuje doświadczać, mierzyć się z czymś scalać i nazywać. Umiera, gdy nie znajduje inspiracji". Czarowała: "Wyobrażam sobie, że takie przyjdziecie: szczęśliwe, niezadowolone, bierne albo wściekłe. Wyobrażam też sobie, że przyjdziecie z głębokim pragnieniem mówienia o ważnych dla was sprawach językiem sztuki, językiem teatru". Kusiła: "Praca aktorki nad sobą to jedno z najskuteczniejszych narzędzi do przemiany siebie, ale także do zrozumienia innych".

Beata natknęła się na błękitny plakat wracając z pracy. Ma 45 lat i 24-letnią córkę. Jest szefową kancelarii prawnej. Przeczytała na nim, że zajęcia nie wymagają zdolności aktorskich, tylko systematycznego udziału i zaangażowania. Przyszła.

- W pewnym wieku kobiety zaczynają szukać siebie. Chcą spotykać się poza pracą, poza rodziną. Te tęsknoty Rita wyciągnęła z nas na zewnątrz - mówi Beata.

Marianka, psycholog, zdecydowała się spróbować, bo zatęskniła za kobietami: - Za byciem w grupie, która wspólnie szyje patchwork... dla przyszłych, może... pokoleń?

Śmieją się wszystkie, ale to bycie we wspólnocie, razem w działaniu, chęć doświadczenia kobiecego wsparcia pojawia się w rozmowie raz po raz. Justyna, inżynier, jest najmłodsza. Ma 37 lat i zaokrąglony brzuch wskazujący na wysoką ciążę. Obserwowała dzieci, które pracowały z Ritą: - Zobaczyłam, jak one odblokowały swój potencjał, i pozazdrościłam im. Pomyślałam, że też tego potrzebuję. Pewnych rzeczy nie wystarczy przemyśleć, przeanalizować na poziomie rozumu. Ważna jest praca z ciałem i wspólne działanie, jakieś osiągnięcia. Na pierwszych zajęciach w marcu 14 kobiet: nauczycielki, lingwistki, malarka, tłumaczka, psycholog, historyk, inżynier, szefowa kancelarii prawnej musiały odpowiadać na pytania: gdybyś była kamieniem, to jakim? Gdybyś był wodą, kolorem, zapachem, słowem, wierszem - to jakim? Wierszem - o czym? Dramowe zabawy nie sprawiały im trudności. Świetnie się bawiły. Problem pojawił się, gdy padło polecenie: powiedz coś głupiego.

- To była masakra - wspomina Beata. - Na co dzień staramy się nie wypaść z roli, mówić tylko mądre rzeczy. A tu: jak zamienić budyń w kochanka lub odwrotnie. Straszne. Nie do przejścia za pierwszym razem. Potem zaczęłyśmy się rozkręcać.

- Zabawy dramowe były konieczne, by się poznać, polubić, dobrze ze sobą poczuć i zaufać sobie, bo to podstawa pracy teatralnej - tłumaczy Rita.

Część zrezygnowała w trakcie prób, część przy podziale ról do spektaklu. Zostało ich dziewięć.

Spektakl

Rita włącza magnetofon. Skrzypcowa, śpiewna fraza powtarza się raz po raz. Marianka wygłasza kwestię, przekrzykując muzykę:

"Ja jestem zła matka z [ulicy] De Gaulle'a. Ta, co drze mordę na swoją śliczną Kiki. Kiki jest bezbronna i śpi z aniołami. Ale ja drę na nią mordę (...)".

Beata mówi:

"Ja jestem kobieta z Wajdeloty. Ta która stoi, bo nie ma perspektywy, bo nie ma wyboru. Bo nie może kupić kolorowej gazety, żeby jej podpowiedziała perspektywę (...)".

Prace nad spektaklem trwają od września. Scenariusz napisała Rita.

- Zaczęłyśmy improwizacje z założeniem, że one wyłonią tematy - wyjaśnia autorka. - Narzucałam je potem warsztatowo. Tak kształtował się tekst, podczas wspólnej pracy. Odnajdziemy w nim każdą z nich, odblask ich osobowości.

Sztuka nie ma głównej bohaterki. Podczas godzinnego spektaklu zobaczymy kilkanaście scenek, w których aktorki kreują wciąż inne role. Przedstawiają sytuacje, które mogły przydarzyć się każdej nas. I problemy, które dotykają każdej z nas. Każdej Marysi na świecie.

W tym teatrze nie ma też gwiazdy. Wszystkie są równe sobie. Nie rywalizują. - Chyba nam o tym właśnie powstał spektakl - zastanawia się Rita. - O rywalizacji kobiet. Gdzie nie pójdziemy, w pracy, na mieście - ujadamy, szczekamy na siebie. Marianka to właśnie powiedziała ostatnio: pomimo całego feminizmu nie jest dobrze. Wymyśliłyśmy sobie feminizm, a tak naprawdę nie przyjaźnimy się ze sobą. Dlatego idę do domu z wielką satysfakcją po tych warsztatach, bo wiem, że nam się udało.

Spektakl jest jeszcze o tym, że Marysie są samotne. Teraz mówią wszystkie naraz: - O samotności. O kieracie. O udawaniu, że nas pewne rzeczy nie dotyczą. Że jesteśmy takie mocne, lepsze. O klatkach stereotypów, które z trudem rozginamy.

Emocje

Na scenie cztery aktorki kołyszą w ramionach lalki. Odkładają je delikatnie na krzesła jak dziecko do łóżeczka. Każda twarz wyraża inną emocję: lęk, troskę, uwagę, czułość. Światło gaśnie.

- Emocje to trudna rzecz - mówi Bożena. Jej bohaterka jest czasem złą matką, czasem krzywdzoną córką tej matki. - Trzeba ostrożnie do nich podchodzić, żeby nie straciły autentyczności.

Bożena szukała miejsca dla siebie i znalazła dziewczyny. Na jednej z prób, podczas zajęć ze stresu nie udało się jej dokończyć sceny, bo wspomnienia trudnych sytuacji w życiu doprowadziły ją do łez: - Tu staramy się tak wyrażać emocje, by były prawdziwe - i krzyk, i szloch, i uśmiech.

- Szukamy autentyczności - wtrąca Monia, która uczy studentów malarstwa i rysunku. Wydawało jej się, że jest osobą bardzo otwartą: - Na warsztatach okazało się, że jestem na dystans. Zamykam się, a tu trzeba się otworzyć bardziej autentycznie niż w życiu.

Najpierw próbowały realizować zadania aktorskie według takich schematów, w których funkcjonują na zewnątrz: odpowiedzialne, pewne siebie, podejmujące decyzje matki, żony, pracownice, szefowe. A Rita krzyczała: - Nie! Masz się płaszczyć! Masz błagać!

- To było najtrudniejsze. Wejść w role, których unikamy w codzienności - uważa Beata.

Tu mogą wyrażać emocje, których nie wypada okazywać na zewnątrz.

- Za to kocham teatr - uśmiecha się Rita. - To jest bezpieczne miejsce, w którym mogę uruchomić wszelkie emocje, To wyzwalające. Człowiek ma poczucie mocy, sprawczości.

Reżyserka uważa, że poprawność społeczna odbiera nam prawo do wyrażania ekstremalnych uczuć. Mamy być zwykłe, poruszać w pewnych torach. Nie wolno nam zachowywać się tak, by kogoś wprawić w osłupienie: - Ale co, jeśli ja chcę kogoś wkurzyć, zdumieć?

Tu nie muszą na to uważać. Mogą być sobą we wszystkich odcieniach. Zyskały wolność, a nie udawanie, z czym zazwyczaj kojarzy się teatr.

- Odkryłam, że nie jestem wcale taka grzeczna, mogę być agresywna i mogę to pokazać. To daje dużą siłę - twierdzi Marianka. - To jest bardziej teatr czy terapia? - pytam. - Teatr! Oczywiście teatr! - krzyczą. - Ale jeśli rozumiemy terapię jako grupę wsparcia, one są dla mnie wsparciem - wtrąca Marianka.

Wszystkie się zgadzają, że zyskały poczucie solidarności, żadnej rywalizacji. Każda czuje się trybikiem w maszynie, którą razem uruchomiły, i to jest cudowne uczucie.

Faceci

Kobiecy teatr. Zaprzeczenie idei teatru antycznego, w którym role, również żeńskie, kreowali wyłącznie mężczyźni. Jeszcze jeden dowód na to, że zdobyłyśmy już wszystko do zdobycia. Ale czy niezależność, pigułka antykoncepcyjna, wolne związki nie odebrały nam czegoś?

- Stałyśmy się dla mężczyzn zastępowalne, tymczasowe. Związki są tylko na chwilę - podkreślają kobiety z Teatru Błękitna Sukienka.

- Do facetów nic nie mamy. Gdyby się nadawali do naszego scenariusza, byli chętni i zainteresowani, to z pewnością by tutaj byli - komentuje Bożena. - No, nie ukrywajmy, projekt był skierowany do kobiet. Co nie znaczy, że jesteśmy teatrem feministycznym, który chce dowalić mężczyznom - ripostuje Rita. - Dlaczego kobiety? - odpowiada na pytanie. - Bo są super. Jest w nich potencja, energia, w psychice mają zakodowane poszukiwanie. One chcą wyjść z domu, spotkać się i stworzyć wspólnotę. Jesteśmy na to dowodem. Gdy kobiety łączy idea, mogą "pomocować się" w jakimś obszarze, działać, to wchodzą na wyższy stopień wzajemnej relacji.

A co z facetami?

Rita: - Najważniejsze dla mnie słowa sztuki brzmią: "Marysiu, dlaczego jesteś przezroczysta? Nie możesz być przezroczysta. Jak my ich kochamy, jak my ich pragniemy! Jak chcemy, żeby na nas patrzyli! Żeby nas nie traktowali, jakbyśmy nie istniały".

Choć dziewczyny mówią o sobie, że są w szczęśliwych związkach, współczesne relacje damsko-męskie przynoszą im też rozczarowania. Chcą wykrzyczeć to na scenie. Obserwują słabych facetów, pogubionych w swoich rolach, obojętnych. Na ulicy, w sklepie, w pracy niezwracających na kobiety uwagi.

- Co to ma być?! Chcemy, żeby mężczyzna zauważył kobietę jako człowieka. Życie nie ma smaku, kiedy tak się traktujemy - Rita jest oburzona.

Premiera

Ambitne. Od września poświęcają sztuce dwa popołudnia w tygodniu, po cztery godziny. - Nie chcemy wyjść z jakimś gniotem - stanowczo stwierdza Rita. - Staramy się zrobić taki spektakl, żeby po kręgosłupie dreszcze poszły - dodaje Bożena.

Premiera odbędzie się pod koniec listopada w synagodze, w której próbują na co dzień. Są wdzięczne gdańskiej gminie żydowskiej, że życzliwie przyjęła je pod swój dach. Potem wystawią sztukę jeszcze dwa razy, m.in. w Dworku Artura, i koniec projektu. Spieszą się, by zdążyć przed narodzinami córki Justysi. Ale nie chcą się rozstawać i po nowym roku planują pracować dalej.

- Czy wasza sztuka ma happyend? - pytam.

- Happyendy zostawiamy widzom "M. jak miłość" - obrusza się Beata.

Wspólna praca na scenie zbliżyła je do siebie i spotykają się też po zajęciach. W sobotę, 1 października, prosto z kościoła, w którym odbywał się ślub Justyny, poszły na Marsz Puszczalskich (był to pierwszy w Polsce odpowiednik Slut Walk, demonstracja przeciw przemocy wobec kobiet). - Wygląd czy ubiór człowieka nie usprawiedliwia przemocy. Dotyczy to nie tylko zgwałconych kobiet - podkreślały organizatorki marszu.

Kobiety z Teatru Błękitna Sukienka stworzyły grupę, która ma do siebie zaufanie. Mówią: - Jesteśmy tu sobą. Grupa daje nam siłę. A siła powoduje, że stajemy się na zewnątrz bardziej otwarte, otwierają się różne przestrzenie. To idzie lawinowo u każdej z nas.

Zmieniły się.

- Myślę, że wszystko się zmieniło. Na pewno praca tu ma ogromne znaczenie i wpływ na nasze życie, ale to jeszcze nie powód, żeby robić jakąś rewolucję rodzinną - zastanawia się Justyna.

- Choć może niektóre ją zrobiły (śmiech) - patrzą na Justysię w ciąży.

- Pokonywanie przeszkód pomaga nam uwierzyć w siebie. Widzę te efekty. Jestem w codziennym życiu pewniejsza siebie, mam lepszy głos. Mówię przeponą i wszyscy mnie słuchają - kończy Justyna.

- To jest przepięknie metaforyczne - uśmiecha się Marianka.

*Teatr Błękitna Sukienka funkcjonuje pod patronatem Gdańskiej Fundacji Terapii i Rozwoju: www.gftr.pl

 


Więcej... http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,10512594,Gdybys_byla_kamieniem.html?as=3&startsz=x#ixzz1bhPqsBye

 

 

środa, 26 październik 2011 07:46

Wolontariusze wyedukowani

W dniach 1 i 8 października 2011 Fundacja GFTR zorganizowała szkolenie pt. „Asystuję i pomagam – podstawowe zagadnienia dotyczące pracy z dziećmi z niepełnosprawnością”. Odbyło się ono w ramach projektu „Szkoła latania – w kierunku samodzielności niepełnosprawnych uczniów szkół integracyjnych” finansowanego z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.

W warsztatatch wzięło udział kilkanaście osób – pracowników szkół i przedszkoli, wolontariuszy zajmujących się pomocą osobom niepełnosprawnym, studentów pragnących poszerzyć swoją wiedzę  na temat niepełnosprawności.

Pierwszą część szkolenia prowadziła pani Mirella Kozakiewicz – fizjoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem zawodowym. Uczyliśmy się sposobów nawiązywania kontaktu z osobami niepełnosprawnymi, technik odpowiedniego podawania pokarmów oraz efektywnej pomocy dziecku przy jednoczesnym dbaniu o własne zdrowie. Pod koniec tej części szkolenia poznaliśmy kilka prostych technik relaksacyjnych.

Druga część szkolenia prowadzona była  przez panią Małgorzatę Koczyk – terapeutkę oraz specjalistkę z zakresu  terapii dzieci z zaburzeniami rozwoju. Poszerzyliśmy swoją wiedzę na temat funkcjonowania odruchów oraz roli dotyku w kontakcie z dzieckiem niepełnosprawnym. Szczególnie przydatne okazały się ćwiczenia praktyczne. Doświadczaliśmy prezentowanych technik na sobie, uczyliśmy się ich stosowania oraz dawliśmy sobie nawzajem informacje zwrotne.

Dziękujemy wszystkim uczestnikom szkolenia za aktywny udział i zaangażowanie. Mamy nadzieję na kolejne spotkania, gdyż z głosów uczestników wynika, iż zapotrzebowanie na szkolenia i warsztaty w tematyce niepełnosprawności jest bardzo duże.

 Autor: Katarzyna Szczepaniak ( wolontariusz GFTR )

 

środa, 26 październik 2011 07:38

Wolontariusze wyedukowani

W dniach 1 i 8 października 2011 Fundacja GFTR zorganizowała szkolenie pt. „Asystuję i pomagam – podstawowe zagadnienia dotyczące pracy z dziećmi z niepełnosprawnością”. Odbyło się ono w ramach projektu „Szkoła latania – w kierunku samodzielności niepełnosprawnych uczniów szkół integracyjnych” finansowanego z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.

W warsztatatch wzięło udział kilkanaście osób – pracowników szkół i przedszkoli, wolontariuszy zajmujących się pomocą osobom niepełnosprawnym, studentów pragnących poszerzyć swoją wiedzę  na temat niepełnosprawności.

Pierwszą część szkolenia prowadziła pani Mirella Kozakiewicz – fizjoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem zawodowym. Uczyliśmy się sposobów nawiązywania kontaktu z osobami niepełnosprawnymi, technik odpowiedniego podawania pokarmów oraz efektywnej pomocy dziecku przy jednoczesnym dbaniu o własne zdrowie. Pod koniec tej części szkolenia poznaliśmy kilka prostych technik relaksacyjnych.

Druga część szkolenia prowadzona była  przez panią Małgorzatę Koczyk – terapeutkę oraz specjalistkę z zakresu  terapii dzieci z zaburzeniami rozwoju. Poszerzyliśmy swoją wiedzę na temat funkcjonowania odruchów oraz roli dotyku w kontakcie z dzieckiem niepełnosprawnym. Szczególnie przydatne okazały się ćwiczenia praktyczne. Doświadczaliśmy prezentowanych technik na sobie, uczyliśmy się ich stosowania oraz dawliśmy sobie nawzajem informacje zwrotne.

Dziękujemy wszystkim uczestnikom szkolenia za aktywny udział i zaangażowanie. Mamy nadzieję na kolejne spotkania, gdyż z głosów uczestników wynika, iż zapotrzebowanie na szkolenia i warsztaty w tematyce niepełnosprawności jest bardzo duże.

 Autor: Katarzyna Szczepaniak ( wolontariusz GFTR )

 

poniedziałek, 24 październik 2011 07:07

Szkolenie dla wolontariuszy

Zapraszamy na 8 - godzinne bezpłatne szkolenie dla wolontariuszy, dotyczęce kontaktu z dzieckiem  z dysfunkcjami.

Szkolenie odbędzie się 1 października w godz. 9.00 - 17.00 w Gdańsku Wrzeszczu przy ul. Kisielewskiego 12 (mapa dojazdu znajduje się an stronie glównej an górnym pasku).

Zagloszenia:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Malgorzata Koczyk - 510033251

Ala Wiśniewska - 604 966 390

Podczas pierwszej części szkolenia, która będzie trwało 4 godziny zostaną  pokazane  najnowocześniejsze procedury i techniki ułatwiające niepełnosprawnym dzieciom, nawiązywanie lepszego kontaktu z otoczeniem i efektywniejszą komunikację. Techniki  bazują na programie Neurosensomotorycznej Integracji Odruchów wg koncepcji dr S. Masgutowej.

Druga część szkolenia będzie dotyczyła podstawowych aspektów opieki nad osobą niepełnosprawną pod kątem zminimalizowania powikłań. Przedstawione zostaną techniki np. zdejmowania dziecka z wózka, bezpiecznego pionizowania dzieci z MPD itp. Ostatnia godzina warsztatów będzie poświęcona relaksacji i koncentracji.

W prowadzonych od ponad roku przez naszą fundację zajęciach arteterapii uczestniczą regularnie wolontariusze - studenci oraz osoby starsze. Ich udział jest niezbędny podczas zajęć z dziećmi, ponieważ część z nich wymaga podtrzymywania w pozycji siedzącej. Tą ciekawą formą ofiarowania swojego czasu chcielibyśmy zainteresowac tez innych.

Serdecznie zapraszamy.

Szkolenie jest finansowane ześrodków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.

logo_FIO

poniedziałek, 24 październik 2011 07:02

Terapeuta dla rodziców

Rodziców dzieci z dysfunkcjami serdecznie zapraszamy na indywidualne rozmowy wspierajace z terapeutą

Dobry stan psychiczny  rodzica, czy opiekuna ma wpływ na kondycję dziecka i może decydowac o jego przyszłości. To dlatego dużą wagę przywiązujemy do wsparcia rodziców. Depresja, lęk o zdrowie i przyszłość dziecka oraz różnego typu problemy są codziennością. Długoletnia opieka nad dzieckiem chorym rodzi poczucie wypalenia, a często też wykluczenia społecznego. Dlatego chcemy zaoferować rodzicom  rozmowy wspierające, które pomogą im uporać się z trudnymi emocjami.

Spotkania będą się odbywały w ośrodku przy ul. Kisielewskiego 12 w Gdańsku Wrzeszczu w godz. popołudniowo - wieczornych.

Dla jednej oosby możliwe jest uzyskanie stałej terapii (jedna godzina tygodniowo) trwajacej do czerwca przyszłego roku.

Sesje odbywają się w ramach projektu „Szkoła latania – w kierunku samodzielności niepełnosprawnych uczniów szkół integracyjnych” finansowanego z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.

Umawianie indywidualnych rozmów z terapeutą pod numerem telefonu - 604 966 390

Informacja na temat terapeuty -  Jacek Wiśniewski, mgr pedagogiki, psychoterapeuta; certyfikaty ukończenia studium podyplomowego Krakowskiej Szkoły Psychoterapii Psychodynamicznej I stopnia oraz Krakowskiej Szkoły Psychoterapii Psychoanalitycznej II stopnia. Wieloletni pracownik "Monaru". Ukończył szereg kursów: "Kurs kinezjologii edukacyjnej Paula Denninsona", "Komunikacja bez przemocy", kurs kwalifikacyjny - pedagogika opiekuńczo-wychowawcza, kurs kwalifikacyjny z zakresu pedagogiki leczniczej, dwuletnie studium Psychologii Zorientowanej na Proces, półroczne szkolenie dla pracowników Monaru z zakresu pomocy osobom uzależnionym; zaliczył treningi wyjazdowe w Laboratorium Psychoedukacji. Certyfikat ukończenia kursu - Prowadzenie grup w ambulatoryjnym systemie pomocy osobom uzależnionym bądź zagrożonych uzależnieniem od środków odurzających.  Ma doświadczenie w prowadzeniu grup terapeutycznych dla dorosłych dzieci alkoholików, alkoholików i osób współuzależnionych oraz grup motywacyjnych dla bezdomnych.  Pracuje m.in. na oddziale dziecięco-młodzieżowym Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Gdańsku i w Środowiskowym Domu Samopomocy w Gdańsku.

 

 

 

niedziela, 23 październik 2011 06:42

Projekt FIO

Od września tego roku realizujemy projekt finansowany ze Środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich pt. Szkoła latania - w kierunku samodzielności niepełnosprawnycvh uczniów szkół integracyjnych.

W ramach projektu prowadzimy następujace działania:

* Artetterapia dla dzieci z dysfunkcjami z gdańskich szkół podstawowych nr 24 i 44 w Gdańsku.

*  Indywidualna terapia schematów odruchów.

* Psychoterapia indywidualna dla rodziców i opiekunów dzieci z dysfunkcjami

* Szkolenia dla wolontariuszy

W trakcie projektu powstaje film dokumentalny na temat naszych innowacyjnych metod arteterapii.

niedziela, 23 październik 2011 06:28

Projekt FIO

Od września tego roku realizujemy projekt finansowany ze Środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich pt. Szkoła latania - w kierunku samodzielności niepełnosprawnycvh uczniów szkół integracyjnych.

W ramach projektu prowadzimy następujace działania:

* Artetterapia dla dzieci z dysfunkcjami z gdańskich szkół podstawowych nr 24 i 44 w Gdańsku.

*  Indywidualna terapia schematów odruchów.

* Psychoterapia indywidualna dla rodziców i opiekunów dzieci z dysfunkcjami

* Szkolenia dla wolontariuszy

W trakcie projektu powstaje film dokumentalny na temat naszych innowacyjnych metod arteterapii.

logo_FIO

czwartek, 20 październik 2011 17:08

Bezpłatne warsztaty dla rodziców i wychowawców

logo 2Rodziców, którzy chcą nawiązać lepszy kontakt ze swoimi dziećmi oraz tych, którzy chcieliby poszerzyć wiedzę  psychologiczną zapraszamy na cykl zajęć psychoedukacyjnych:

 

Szkoła dla rodziców i wychowawców

 

Program zajęć obejmuje dziesięć spotkań, podczas których poruszamy następujące zagadnienia:

  1. W jaki sposób rozpoznawać i akceptować uczucia?
  2. Jak stawiać granice dziecku?
  3. Co zrobić, aby dzieci chciały z rodzicem współpracować?
  4. W jaki modyfikować niepożądane lub nieodpowiednie zachowania dziecka ?
  5. Jak pomóc dziecku uwolnić się od grania narzuconych ról w domu i w szkole?
  6. W jaki sposób chwalić dziecko i budować adekwatne poczucie własnej wartości?

Zajęcia odbywają się w grupie, mają charakter warsztatowy, każde spotkanie trwa 3 godziny.

Zajęcia są BEZPŁATNE

Prowadzące:

Hanna Jurkowska – pedagog, pracuje w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej oraz w gimnazjum, zajęcia „Szkoły dla rodziców” cz. I i II prowadzi od 11 lat

Agnieszka Janczuk – psycholog, pracuje w Szkole Podstawowej, gdzie prowadzi grupy socjoterapeutyczne oraz indywidualne konsultacje dla rodziców.

 

Miejsce:

Gdańsk Wrzeszcz  ul. Kisielewskiego 12 (ośrodek MOPS znajdujący się  w pobliżu Policyjnej izby dziecka)

Termin:

Zajęcia rozpoczynają się 04.04.2012 (środa) o godzinie 17.00

tablica

 


Zapisy przyjmujemy pod nr telefonu: 503 367 789

 

Organizator: Gdańska Fundacja Terapii i Rozwoju

Projekt sfinansowany przez Urząd Miejski w Gdańsku urzad_logo

 

 

czwartek, 20 październik 2011 16:59

Bezpatne warsztaty dla rodziców i wychowawców


logo 2Rodziców, którzy chcą nawiązać lepszy kontakt ze swoimi dziećmi oraz tych, którzy chcieliby poszerzyć wiedzę  psychologiczną zapraszamy na cykl zajęć psychoedukacyjnych:

 

Szkoła dla rodziców i wychowawców

 

Program zajęć obejmuje dziesięć spotkań, podczas których poruszamy następujące zagadnienia:

  1. W jaki sposób rozpoznawać i akceptować uczucia?
  2. Jak stawiać granice dziecku?
  3. Co zrobić, aby dzieci chciały z rodzicem współpracować?
  4. W jaki modyfikować niepożądane lub nieodpowiednie zachowania dziecka ?
  5. Jak pomóc dziecku uwolnić się od grania narzuconych ról w domu i w szkole?
  6. W jaki sposób chwalić dziecko i budować adekwatne poczucie własnej wartości?

Zajęcia odbywają się w grupie, mają charakter warsztatowy, każde spotkanie trwa 3 godziny.

Zajęcia są BEZPŁATNE

Prowadzące:

Hanna Jurkowska – pedagog, pracuje w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej oraz w gimnazjum, zajęcia „Szkoły dla rodziców” cz. I i II prowadzi od 11 lat

Agnieszka Janczuk – psycholog, pracuje w Szkole Podstawowej, gdzie prowadzi grupy socjoterapeutyczne oraz indywidualne konsultacje dla rodziców.

 

Miejsce:

Gdańsk Wrzeszcz  ul. Kisielewskiego 12 (ośrodek MOPS znajdujący się  w pobliżu Policyjnej izby dziecka)

Termin:

Zajęcia rozpoczynają się 04.04.2012 (środa) o godzinie 17.00

 tablica

 




Zapisy przyjmujemy pod nr telefonu: 503 367 789

 

Organizator: Gdańska Fundacja Terapii i Rozwoju

Projekt sfinansowany przez Urząd Miejski w Gdańsku urzad_logo